poniedziałek, 24 czerwca 2013

Nad Bugiem. Prawosławne świątynie „na końcu świata”.


Dziś 24 czerwca, dzień św. Onufrego Wielkiego, patrona Monasteru w Jabłecznej. Jest to święto, podczas którego już w nocy wyznawcy prawosławia rozpoczynają tutaj uroczyste procesje, sakralne obrzędy, czuwanie. Dlatego właśnie dziś postanowiłam wrócić pamięcią do mojej wizyty nad Bugiem.

Jabłeczna była moim głównym celem jednodniowej wyprawy w te okolice, jednak po drodze postanowiłam zatrzymać się na chwilę w Sławatyczach, małej miejscowości znajdującej się tuż przy samej granicy z Białorusią. Znajduje się tutaj cerkiew Opieki Matki Bożej. Niestety miałam okazję zobaczyć ją tylko z zewnątrz. Świątynia ma około stu lat, ale została zbudowana na gruzach starszej cerkwi. Źródła podają, że początki prawosławia na tych ziemiach datuje się najpóźniej na XVI wiek. Naprzeciw niej, po drugiej stronie ulicy, stoi rzymskokatolicki kościół Matki Bożej Różańcowej. Dwa wyznania, katolickie i prawosławne, współegzystują ze sobą tu na niewielkiej przestrzeni i, co więcej, chcą współegzystować. Dowodem na to są choćby lata 30. XX wieku i postawa ówczesnego proboszcza świątyni katolickiej, który stanął w obronie cerkwi, gdy miała ona zostać wyburzona w ramach akcji rozbiórkowej świątyń prawosławnych na Południowym Podlasiu. Najbardziej jestem ciekawa momentu, w którym nabożeństwa w obu kościołach odbyłyby się równolegle, a śpiewy, modlitwy i języki przenikłyby się i stworzyły chrześcijańską harmonię. To wspaniała ilustracja wielokulturowości na ziemiach wschodnich, uwarunkowanej historią i położeniem geograficznym. W końcu od Białorusi dzieli nas już tylko Bug.



Jadę dalej. Na drodze widzę już znak wskazujący mi Monaster św. Onufrego w Jabłecznej. Jednak klasztoru nie widać jeszcze długo. Wydaje mi się, że jestem gdzieś na końcu świata. Wokół tylko pola i lasy. W powietrzu unosi się zapach lata, słychać świerszcze i ptaki. Gdy dojeżdżam, moim oczom ukazuje się piękna, dostojna cerkiew wraz z zabudowaniami klasztornymi. To właśnie długo wypatrywany przeze mnie Monaster św. Onufrego, istniejący tu już najprawdopodobniej od końca XV wieku. A zbudowany został, jak głosi legenda, po tym jak św. Onufry ukazał się miejscowym rybakom, a rzeka przyniosła jego ikonę, pilnie potem strzeżoną w założonej pustelni. Ikona z wizerunkiem świętego znajduje się teraz w głównej świątyni Monasteru. Choć podczas II wojny światowej zabudowania klasztorne spłonęły, cerkiew ocalała. Kto wie, może to również za sprawą św. Onufrego, który upodobał sobie nadbużańskie ziemie. 




W pobliżu Monasteru odnajduję malowniczą, wielobarwną, drewnianą kapliczkę prawosławną pod wezwaniem Zaśnięcia NMP, schowaną w cieniu rozłożystych drzew. Jestem oczarowana. To jednak jeszcze nie koniec. Po przejściu kilkudziesięciu metrów ukazuje się moim oczom kolejna kapliczka (pod wezwaniem św. Ducha), samotnie stojąca w polu pełnym kwitnących roślin, niemalże przy samej rzece, która dzieli mnie od terenów należących już do Białorusi. Niezwykły widok. I niezwykłe jest dzisiejsze święto, podczas którego wierni przemierzają z zapalonymi świecami nadbużanskie pola, mgliste i tajemnicze mokradła, śpiewając przy tym uroczyście, by dojść w końcu, bladym świtem, do tej maleńkiej kapliczki, i oddać się tam czuwaniu do samego rana. Chciałabym to zobaczyć.



 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz